Prolog krótki, jednak nie macie się co rozczarowywać. Rozdziały z pewnością będą o wiele dłuższe ^^ W większości prologów o Huncwotach jest pokazana Lily, a tutaj chciałam tylko Jamesa i Syriusza, sama nie wiem dlaczego, może chciałam ukazać męską przyjaźń? ^^
Niski i drobny dziewięciolatek o burzy kruczoczarnych włosów, siedział na huśtawce i niespokojnie wymachiwał nogami, oglądając białe chmury pokrywające błękitnie niebo. Słońce przygrzewało, a ciepły piasek rozsypany po placu zabaw ozdobiony był śladami jego czerwonych butów. Najbardziej rzucające się w oczy było jednak to, że co chwilę poprawiał okrągłe okulary zsuwające się z jego małego nosa pokrytego zadrapaniem, spowodowanym chodzeniem po drzewach.
Miał przyjaciół, ale nie takich jakby chciał. Dzieciaki z sąsiedztwa były strasznie zarozumiałe i nie specjalnie ich lubił, chciał poznać kogoś na kim mógłby polegać, a nie znał lepszego miejsca niż plac zabaw. Niestety od miesięcy nikogo w jego wieku nie widział, a już zwłaszcza czarodzieja. Ramiona zaczęły mu bezradnie zwisać, kiedy nagle usłyszał głośne huki i dźwięki bieganiny, obejrzał się za siebie i w oddali ujrzał ogromne drzewo, po którym skakał czarnowłosy chłopiec. Nie zdziwiłoby go to, gdyby nie fakt, że skakał na tym drzewie do góry nogami. Zerwał się ze swojego miejsca i ile sił w nogach popędził do rówieśnika. Ten, kiedy tylko go zobaczył, od razu zszedł i zaczął się oddalać.
- Nie, stój! Też jestem czarodziejem! - zawołał bezwładnie, myśląc, że już więcej go nie zobaczy. - Nazywam się James Potter! - krzyknął do oddalającej się postaci. Chciał już wracać zrezygnowany, gdy przed twarzą mignął mu szare oczy i czarne, kręcone włosy.
- Potter? Słyszałem o twojej rodzinie same dobre rzeczy. Szkoda, że ja takiej nie mam. - Chłopiec na chwilę posmutniał, jednak jego twarz wkrótce rozjaśnił na nowo radosny uśmiech. - Ja nazywam się Syriusz Black. Ty pewnie także znasz mój ród z opowieści twoich rodziców, nie przejmuj się, nie jestem tacy jak oni. Gdybym mógł, już dawno bym uciekł. - Wyciągnął ku niemu rękę, bojąc się, że nie będzie chciał z nim rozmawiać przez pryzmat rodziny. Jednak po chwili młody James uścisnął jego dłoń i gestem wskazał ziemię, na której po chwili usiedli.
- Idziesz za dwa lata do Hogwartu? - wyrwało się Syriuszowi, mającemu nadzieję na ten sam rocznik.
- Och, jasne, że tak. A ty?
- Ja też. Rodzina jednogłośnie chce, abym był w Slytherinie jak oni. Jednak mam zamiar przerwać tą pokręconą tradycję rodzinną i dojść do Gryffindoru...
- ...gdzie męstwa płynie cnota - dokończył za niego i po chwili oboje ryknęli śmiechem. - Mówisz, że nie przepadasz za swoją rodziną? - spytał niepewnie.
- No tak. Są straszni, wolę siedzieć cicho. Na szczęście niezbyt ich obchodzę, nie zwracają na mnie szczególnej uwagi. Lubię tylko Andromedę, wiem, że tylko ona jest moją prawdziwą rodziną.
- Skoro niezbyt się tobą interesują, to może wpadniesz do mnie? Mama na pewno nie będzie miała nic przeciwko, zresztą jak i tata, ale jego aktualnie nie ma w domu.
- Mógłbym? - Oczy chłopca zabłysły prawdziwym ogniem, kiedy dotarło do niego, że wreszcie ma przyjaciela.
- Oczywiście! Znasz może jeszcze jakiegoś czarodzieja? Ja kilku ale są strasznie zadufani w sobie. Ja też słyszę, że czasem taki jestem ale na pewno nie tak jak oni! - zaśmiał się.
- Tak, znam jednego. Tylko wyjechał podobno do cioci czy gdzieś tam i wróci za dwa tygodnie, nazywa się Remus Lupin. Kiedy już będzie to cię z nim poznam - zapewnił go. - Gdzie mieszkasz?
- O tam. - Wskazał palcem ogromny, jasno pomalowany dom, który tak różnił się od ponurej posiadłości Blacków.
Już wtedy wiedzieli, że to przyjaźń na całe życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz